w takim miejscu jak to, nie czuję się jak drzewo z wyrwanymi korzeniami. w innym kraju, będącym jednocześnie moją ojczyzną nieustannie czułam się obserwowana. jakby taksujące spojrzenia mijających mnie ludzi nie odstępowały mnie na krok.
tutaj jest tak cicho.
w środku dnia o całkowicie spowitym chmurami niebie nie ma tłumów. jestem tylko ja, siedząca na bliżej nieokreślonych skałach. towarzyszy mi morski zapach, od czasu do czasu słychać jakąś zbłąkaną mewę. spośród kamiennych krawędzi wyłaniają się krzewy róż - o tej porze roku już od dawna pozbawionych delikatnych płatków; teraz na gałęziach czerwienią się napęczniałe owoce. zewsząd otula mnie powietrze, niosące zgaszone barwy. wszystkie są zupełnie stłumione, subtelne i tak rozkosznie ciche. nie doświadczyłabym tego nigdzie indziej. w żadnym miejscu na ziemi.
jest coś, czego brak mi doskwiera. gdzie podziała się moja spontaniczność? wszakże, nie od dziś wiadomo, że ten wewnętrzny żywioł musi znajdować ujście. inaczej niewykonane gesty i niewypowiedziane słowa gotowe są rozsadzić duszę.
Komentarze
Prześlij komentarz