na pewno

dobrze mi, bo wiem, że moja historia toczy się osobnym, stosunkowo niedawno wydzielonym torem. poniekąd dobrze, że dałam się na to wszystko złapać. gdyby nie fatalne zderzenie z tamtym człowiekiem, nie umiałabym wrócić do zasobów szczęścia, które były wyjątkowo dobrze schowane. zgadnij, z jakiego powodu je ukrywałam? a może to jakiś dziki instynkt podpowiedział mi, że powinnam je jak najszybciej przed nim ukryć, bo inaczej nic ze mnie nie zostanie.

dobrze mi, bo nasze drogi rozeszły się w kluczowym momencie - mógł radować się przeświadczeniem, że całkowicie mnie zniszczył i zapewne nie będę szukała niczego więcej. matko, jak on walczył o to, bym nie widziała w życiu żadnego innego celu. poza nim, rzecz jasna.

zapomniało mu się tylko o jednym, pech chciał, że najważniejszym.
mam wytatuowaną dziką różę, przypominającą mi DZIEŃ  W DZIEŃ, że niezależnie od intensywności działań, mających na celu całkowite wypranie mózgu, nie pozbędziemy się wszystkich śladów prawdy.  a może raczej wszystkich jej świadectw?

zawsze przeoczymy choćby i najdrobniejszą rzecz, dzięki której wynurzymy się na powierzchnie. może być w nas, może być przedmiotem wcale banalnym. czymkolwiek, a jednocześnie wszystkim.
ja musiałam walczyć o to, by przypomnieć sobie o szansie, jaką dałam kiedyś samej sobie.

jebać fuszerkę.
z socjopaty żaden fachowiec. najwyżej wioskowy głupek, któremu wydaje się, że pozyskał nadludzkie moce.

Komentarze