chciałabym móc powiedzieć wszystko, lecz nie mogę tego uczynić. prawdopodobnie dlatego, że przez dostatecznie długi czas cenzurowałam własne myśli i uczucia. nocami doganiają mnie wszystkie niewypowiedziane kwestie. szaleją wewnątrz mojego umysłu, jednocześnie siejąc spustoszenie w jego obszarze.
a jeśli już mówię, to nie potrafię wyzbyć się wrażenia, że to i tak nie ma znaczenia. audytorium słucha tylko z pozoru, powierzchownie podchodząc do napotykanej treści.
rezonuję z własnym milczeniem, które momentami wybrzmiewa głośniej od krzyku.
i czasami - ale tylko czasami - zapominam, kim jestem.
chciałabym móc pamiętać o tym teraz.
pod kolejnymi warstwami różnego rodzaju tkanek ukrywam słowa, ich nieograniczoną ilość. niektóre szemrzące, jak łagodne, leśne strumyki. otulają mnie i z chęcią zanurzam w nich palce. to pozostałe napawają mnie lękiem, którego gryzący smak odczuwam ze zwielokrotnioną mocą. ostatkiem sił wypycham głowę ponad wodę, desperacko walcząc o oddech.
mistrzostwo w formułowaniu niedookreślonych zdań.
czasami zbyt dobrze słyszę.
Komentarze
Prześlij komentarz