credo

znajome dźwięki muskały skórę, zmęczoną
czekaniem na ratunek chłodnych przemyśleń
dających siłę na
wieczność, nieskończona historia pisała się sama
jedynie chwilami wysługując się opuszkami,
kreślącymi opowieść o szukaniu duszy.

dźwięki poruszały się szybciej i coraz to
szybciej kładły się cieniem na narastającym wrzasku,
huśtającym się na strunach głosowych, równie dobrze ukrytych
co prawda w moich oczach.
wielogłos barw rozpychał od środka czaszkę
i serce,
bo nie było miejsca na głuchą tęsknotę za
pokruszonym marmurem, drobniejszym od ziarenek piachu
jedynie ciepło nieustraszenie podążało za tym stanem
bycia i niebycia
jednocześnie
gorejąca rana pośrodku tułowia zdążyła się zasklepić
pozostawiając po sobie niegasnący żar
zataczający kręgi wokół
mojego

tryumfu

Komentarze