demony nie pytają. nie dostajemy możliwości wyboru. znamy ten schemat, a mimo to nie zauważamy kiedy znów wszystko się zaczyna. coś wprawia machinę w ruch. próbujesz reagować, ale jest już naprawdę późno. kiedy minęło Twoje życie? zaraz - dlaczego jest tak obco?
nie poznajesz siebie, zmieniła się scenografia. zmienili się aktorzy, ale Ty już rezygnujesz. aktorstwo jednak okazuje się męczące.
i to wszystko już się wydarzyło, wybrzmiewa echo upychanej w zakamarkach pokoju samotności. żałośnie upychanej, nawiasem mówiąc. coś wypada spod niedomkniętych drzwi. chyba nie spadło hałaśliwie, w przeciwieństwie do Ciebie, do Twojej radości i planów.
Pomimo apatii, ciągłego uciekania od powracających myśli, które drażnią bardziej niż jesteś w stanie sobie wyobrazić jednak czuję. Przepraszam, wróćmy do maski. Jednak czujesz. Nie masz siły się przeciwstawiać, ale też nie do końca godzisz się z takim życiem. Nijakie rozmowy, nijakie reakcje. Szukasz pomocy, bo nie chcesz jeszcze tego porzucać. Jeszcze trochę by się zobaczyło, przeżyło te kilkadziesiąt lat. Pojechało zobaczyć fjordy. Jeszcze dajesz sobie szansę na powrót, chociaż krztusisz się kwasem własnych nieuzasadnionych obaw. Są nieco nadtrawione, więc rzucasz mdłościom wyzwanie. Pierdolcie się, ja tutaj zostaję. Możecie mi towarzyszyć, obrzydzać dzień, ale to nie ma znaczenia. Spróbuję, przynajmniej odejdę z hukiem.
Ale inni to widzą, nieświadomie przyśpieszają cały proces. Perpetum mobile. Opowiadają innym - Ci inni, skłonni innym wyrzucić każdą Twoją wnętrzność na światło dzienne. Czy tak należy robić? Czy świadomość, że każda gorsza chwila została w ramach spowiedniczej narracji przekazana dalej, komuś, kogo absolutnie nie chcielibyście zapraszać do swojej głowy? Obrzydlistwo, chyba lepiej zmierzyć się z nagością. Jestem przekonana, że mniej odrzuca sytuacja spaceru bez jakiegokolwiek ubrania, niż przekonanie, że ktoś łapami rozdziera Twoje problemy na potrzebę wygłoszenia werdyktu. Bo przecież remedium jest takie proste, nieprawdaż?
Psuje się? Wyrzuć. Bo cholerę Ci to? Tak będzie zawsze. Depresja to wyrok, uciekaj.
Tak, zaskakuje mnie w ludziach ich nieograniczone dobro i zdolność zrozumienia.
Ale nasi inni też to widzą. Jakoś rozumieją, że to już się wydarzyło, już się z tym zmierzono i wygrano - na całkiem długi czas. Wierzą w Ciebie, nie odbierają Ci człowieczeństwa. Stoją za Tobą, krzepiąco poklepując Cię po ramieniu. Nie bezmyślnie, dla samej czynności. Dla samych pozorów. Rozmawiają z Tobą jak dawniej, nie poddają się - Ty też tego nie robisz.
Nie trzymają Cię na cenzurowanym. Nie umieliby.
To nie jest stan, który jest przyjemny.
To nie jest coś, co wybiera się z pełną premedytacją.
To nie jest coś, co mija po dniu - bo ,,ile można?"
To nie jest wyrok
To nie jest coś, z czego wychodzi się samemu.
Ale proszę, wyrokujcie dalej. Śmiało.
Statystycznie jesteśmy bandą kretynów, jedynie dodatkowo obdarzonych kciukami przeciwstawnymi.
Statystycznie, a jako społeczeństwo weźmiemy bez oporów odpowiedzialność za utrzymywania jej, tj. średniej - na stałym poziomie.
nie poznajesz siebie, zmieniła się scenografia. zmienili się aktorzy, ale Ty już rezygnujesz. aktorstwo jednak okazuje się męczące.
i to wszystko już się wydarzyło, wybrzmiewa echo upychanej w zakamarkach pokoju samotności. żałośnie upychanej, nawiasem mówiąc. coś wypada spod niedomkniętych drzwi. chyba nie spadło hałaśliwie, w przeciwieństwie do Ciebie, do Twojej radości i planów.
Pomimo apatii, ciągłego uciekania od powracających myśli, które drażnią bardziej niż jesteś w stanie sobie wyobrazić jednak czuję. Przepraszam, wróćmy do maski. Jednak czujesz. Nie masz siły się przeciwstawiać, ale też nie do końca godzisz się z takim życiem. Nijakie rozmowy, nijakie reakcje. Szukasz pomocy, bo nie chcesz jeszcze tego porzucać. Jeszcze trochę by się zobaczyło, przeżyło te kilkadziesiąt lat. Pojechało zobaczyć fjordy. Jeszcze dajesz sobie szansę na powrót, chociaż krztusisz się kwasem własnych nieuzasadnionych obaw. Są nieco nadtrawione, więc rzucasz mdłościom wyzwanie. Pierdolcie się, ja tutaj zostaję. Możecie mi towarzyszyć, obrzydzać dzień, ale to nie ma znaczenia. Spróbuję, przynajmniej odejdę z hukiem.
Ale inni to widzą, nieświadomie przyśpieszają cały proces. Perpetum mobile. Opowiadają innym - Ci inni, skłonni innym wyrzucić każdą Twoją wnętrzność na światło dzienne. Czy tak należy robić? Czy świadomość, że każda gorsza chwila została w ramach spowiedniczej narracji przekazana dalej, komuś, kogo absolutnie nie chcielibyście zapraszać do swojej głowy? Obrzydlistwo, chyba lepiej zmierzyć się z nagością. Jestem przekonana, że mniej odrzuca sytuacja spaceru bez jakiegokolwiek ubrania, niż przekonanie, że ktoś łapami rozdziera Twoje problemy na potrzebę wygłoszenia werdyktu. Bo przecież remedium jest takie proste, nieprawdaż?
Psuje się? Wyrzuć. Bo cholerę Ci to? Tak będzie zawsze. Depresja to wyrok, uciekaj.
Tak, zaskakuje mnie w ludziach ich nieograniczone dobro i zdolność zrozumienia.
Ale nasi inni też to widzą. Jakoś rozumieją, że to już się wydarzyło, już się z tym zmierzono i wygrano - na całkiem długi czas. Wierzą w Ciebie, nie odbierają Ci człowieczeństwa. Stoją za Tobą, krzepiąco poklepując Cię po ramieniu. Nie bezmyślnie, dla samej czynności. Dla samych pozorów. Rozmawiają z Tobą jak dawniej, nie poddają się - Ty też tego nie robisz.
Nie trzymają Cię na cenzurowanym. Nie umieliby.
To nie jest stan, który jest przyjemny.
To nie jest coś, co wybiera się z pełną premedytacją.
To nie jest coś, co mija po dniu - bo ,,ile można?"
To nie jest wyrok
To nie jest coś, z czego wychodzi się samemu.
Ale proszę, wyrokujcie dalej. Śmiało.
Statystycznie jesteśmy bandą kretynów, jedynie dodatkowo obdarzonych kciukami przeciwstawnymi.
Statystycznie, a jako społeczeństwo weźmiemy bez oporów odpowiedzialność za utrzymywania jej, tj. średniej - na stałym poziomie.
Komentarze
Prześlij komentarz