jestem człowiekiem.
odkrywcze, prawda? ale tak, powróćmy tu.
powróćmy, zaczynając od oczywistości.
miałam tutaj tworzyć coś pięknego. utrwalać słowa, które wypełniały wnętrze głowy, atakowały mnie z siłą, o której zdążyłam już zapomnieć. miałam żyć, nie wyczerpując źródeł energii. bawić się znakami, układającymi się w prawdziwe słowa.
niemal widziałam formującą się rzeczywistość. świat, który rozrastał się wokół mnie. byłam jego początkiem. sprawcą i jednocześnie jego przekleństwem. sprawca, oprawca. marzyłam o sprzecznościach, pozwalających płakać ryzykując utratą tchu.
słyszałam śmiech, bliższy niż kiedykolwiek wcześniej. błysk, światło w cudzych oczach. badałam powierzchnię luster, gładką, a jednak sprawiającą niewyobrażalny ból. cierpienie, ktoś obcy mnie obserwuje i nie pozwala mi należycie napełnić klatki piersiowej, a dzienna porcja zmartwień musi zostać przyjęta. inaczej pozostanie pustka, absolut i samotność. nic poza tym.
to wszystko miało mieć miejsce, ale rozpierzchło się bezpowrotnie. może już się wydarzyło. prawdopodobnie wciąż się dzieje, czyniąc rosnący bałagan wyraźniejszym.
to nie problemy ze wzrokiem, to nie jest astygmatyzm, nie. podejrzewam, że tak naprawdę chodziło o walkę, niestety równoznaczną z przegraną. kto był odpowiedzialny za ustalanie reguł? nie można karać nas bezradnością, a jednak przejmowanie kontroli nad czyimś życiem potrafi uzależnić. ekstaza pragnie ofiar. szukam więc ujścia. nie dla niej, nie dla uczucia. dla siebie. gdzieś musi znajdować się rozwiązanie, którego nie jestem w stanie dostrzec.
okoliczności to nic nieznaczący czynnik, nie pozwalam myślom dotykać obszarów odpowiedzialnych za gromadzenie wymówek i usprawiedliwień. przepraszam, mam jedną prośbę. czy mogę zrezygnować z siebie?
ou0
strach.
chaos. nic nie łączy się w całość, odłamki są rozproszone. uwierzysz mi, jeśli powiem, że część z nich wniknęła w moją tożsamość? pozostałe mogły się zgubić. widzisz w tym coś nienaturalnego? ilekroć próbujesz negować jakiś stan rzeczy, pomyśl jak wiele razy sam straciłeś z oczu cel, potykałeś się szukając drogi - aż, finalnie, gubiłeś drogę.
nie wiem. wiem. palce robią to za mnie. och, zrezygnuj z dwuznaczności. to nie jest odpowiednie miejsce dla szczeniackich ciągot. po prostu tańczą, próbując dogonić uciekające zdania. czekały zbyt długo, ciążyły mi od tak dawna.
i nie pozwolę sobie na całkowitą ulgę.
jedzenie, waga, lustro, obca twarz, ciało nieznajomej. niechęć. nietuzinkowa kombinacja. tak, z pewnością. bzdura, to dzieje się zbyt często. tak łatwo się poddać, tak wygodnie jest znienawidzić własne życie. stawiając opór zmuszamy się do odczuwania. ciągła aktywność wiąże się z rozrywaniem zasklepionych ran. niewielu czerpie przyjemność z brudu
odkrywcze, prawda? ale tak, powróćmy tu.
powróćmy, zaczynając od oczywistości.
miałam tutaj tworzyć coś pięknego. utrwalać słowa, które wypełniały wnętrze głowy, atakowały mnie z siłą, o której zdążyłam już zapomnieć. miałam żyć, nie wyczerpując źródeł energii. bawić się znakami, układającymi się w prawdziwe słowa.
niemal widziałam formującą się rzeczywistość. świat, który rozrastał się wokół mnie. byłam jego początkiem. sprawcą i jednocześnie jego przekleństwem. sprawca, oprawca. marzyłam o sprzecznościach, pozwalających płakać ryzykując utratą tchu.
słyszałam śmiech, bliższy niż kiedykolwiek wcześniej. błysk, światło w cudzych oczach. badałam powierzchnię luster, gładką, a jednak sprawiającą niewyobrażalny ból. cierpienie, ktoś obcy mnie obserwuje i nie pozwala mi należycie napełnić klatki piersiowej, a dzienna porcja zmartwień musi zostać przyjęta. inaczej pozostanie pustka, absolut i samotność. nic poza tym.
to wszystko miało mieć miejsce, ale rozpierzchło się bezpowrotnie. może już się wydarzyło. prawdopodobnie wciąż się dzieje, czyniąc rosnący bałagan wyraźniejszym.
to nie problemy ze wzrokiem, to nie jest astygmatyzm, nie. podejrzewam, że tak naprawdę chodziło o walkę, niestety równoznaczną z przegraną. kto był odpowiedzialny za ustalanie reguł? nie można karać nas bezradnością, a jednak przejmowanie kontroli nad czyimś życiem potrafi uzależnić. ekstaza pragnie ofiar. szukam więc ujścia. nie dla niej, nie dla uczucia. dla siebie. gdzieś musi znajdować się rozwiązanie, którego nie jestem w stanie dostrzec.
okoliczności to nic nieznaczący czynnik, nie pozwalam myślom dotykać obszarów odpowiedzialnych za gromadzenie wymówek i usprawiedliwień. przepraszam, mam jedną prośbę. czy mogę zrezygnować z siebie?
ou0
strach.
chaos. nic nie łączy się w całość, odłamki są rozproszone. uwierzysz mi, jeśli powiem, że część z nich wniknęła w moją tożsamość? pozostałe mogły się zgubić. widzisz w tym coś nienaturalnego? ilekroć próbujesz negować jakiś stan rzeczy, pomyśl jak wiele razy sam straciłeś z oczu cel, potykałeś się szukając drogi - aż, finalnie, gubiłeś drogę.
nie wiem. wiem. palce robią to za mnie. och, zrezygnuj z dwuznaczności. to nie jest odpowiednie miejsce dla szczeniackich ciągot. po prostu tańczą, próbując dogonić uciekające zdania. czekały zbyt długo, ciążyły mi od tak dawna.
i nie pozwolę sobie na całkowitą ulgę.
jedzenie, waga, lustro, obca twarz, ciało nieznajomej. niechęć. nietuzinkowa kombinacja. tak, z pewnością. bzdura, to dzieje się zbyt często. tak łatwo się poddać, tak wygodnie jest znienawidzić własne życie. stawiając opór zmuszamy się do odczuwania. ciągła aktywność wiąże się z rozrywaniem zasklepionych ran. niewielu czerpie przyjemność z brudu
Komentarze
Prześlij komentarz