Dobrze mi samej, jest spokojnie.
Pierwszy raz od dawna. Nie, nieprawda. To puste słowa, kłamstwo. Wcale tak nie jest. Zbyt dużo się dzieje, nagle znikąd wokół mnie pojawili się ludzie. Uśmiechy dwudziesto edno latek przychodzą do mnie tak licznie. Ciepło, wiara, że się rozumiemy. Przyjaźń? Myślałam, że już nigdy do tego nie wrócę - już jakiś czas temu pogodziłam się z myślą o jej utracie. A jednak gdzieś tam była i czekała w uśpieniu na ponowne wyjście z mroku. Wyszła, jest tutaj ze mną.
Tyle wsparcia, ale chyba czuję zimny oddech samotności.
Pragnienie dotyku, w papierosowym dymie, w ciemności. Sylwetki, które być może będą, ale nie muszą. Wszystko jest względne i niewyraźne. Znów nie ubrałam okularów, silę się na dystans.
Ale nie będę bawiła się w to przez wieczność, wiecie.
Potrzebuję niebezpieczeństwa.
Komentarze
Prześlij komentarz