trąba powietrzna

czy spałam godzinę? być może. 

myślałam, że bycie zmęczoną okaże się pomocne, tymczasem miniona noc przeszła moje oczekiwania. wszystkie myśli atakujące jednocześnie, dyskomfort związany z współlokatorami, ja wieszająca na sobie psy za wszystko i za nic, intensywna burza, brak powietrza. 

nie ma nic złego w łzach, a jednak mi wstyd, że najchętniej zaczęłabym wyć. 

to zwyczajna przejściowa kumulacja, nie można traktować jej jako stałego elementu życia. tylko tak bardzo chcę się zwinąć w kłębek i przestać myśleć, przynajmniej na pół godziny, chociaż na piętnaście minut. wystarczy mi nawet sześćdziesiąt sekund. czuję się strasznie słaba, okropnie poturbowana, a tak naprawdę nic strasznego się nie wydarzyło. nie umiem prosić o pomoc. nie potrafię przyznać się do bezradności, bo przecież każdy ma swoje sprawy i własne demony, które uparcie odpędza. jestem dorosła. 

ale w tym momencie zupełnie się tak nie czuję.

problemy piętrzą się w mojej głowie. nie jestem w stanie stwierdzić, czy są prawdziwe, czy są zupełnie urojone. 

nie.

jednak chcę pobyć przez chwilę kimś innym, a może właśnie sobą. przyznać, że boli mnie to i tamto, że tęsknię, chociaż nie minęła nawet doba i że boję się, że nie jestem wystarczająca, że brakuje mi snu, brakuje mi swobody. chcę być swobodna, chcę przestać się kontrolować, chcę móc być sobą, chcę dawać sobie radę, chcę być wysłuchana, nie chcę cierpieć, nie chcę bać się swoich słów. 

Komentarze